Od samego początku studiów, czyli już ponad pięć lat, mieszkałam w akademiku. Uwarunkowania zostały tu, delikatnie mówiąc, nieciekawe, ażeby nie narzekać zbyt mocno. Wielokrotnie odgrażałam się że w końcu zbiorę się w sobie, zaoszczędzę i kupię mieszkanie. Poznań natomiast jest pod tym względem nie do okiełznania - ceny lokali są tak kosmiczne, że trzeba było by zaciągnąć spory kredyt, by móc tu kupić mieszkanie. Wrocław z innymi sprawami słynie z jednych z najwyższych cen za metr kwadratowych powierzchni mieszkalnej. Wiedziałam zatem, że marzenie, iż kupię dom w Poznaniu podczas studiów było nierzeczywiste, niemniej jednak wciąż miałam nadzieję, że po obronieniu dyplomu magistra będę miała ogromne szczęście i znajdę porządną, ustabilizowaną pracę i będę mogła zadłużyć się na resztę życia, by móc mieszkać we prywatnych czterech kątach, gdzie ani jedna osoba i nic nie będzie mi przeszkadzało żyć tak, jak uwielbiam. W akademiku bowiem obowiązywały szeregi zakazów i nakazów, z którymi chyba przenigdy tak do końca nie mogłam się pogodzić i przeważnie je łamałam albo naginałam do osobistych wymagań, jak chociażby zakaz sprowadzania na noc ludzi trzecich lub zakaz posiadania pralki automatycznej w łazience! Na szczęście mój plan się udał i po studiach mogłam zakupić wymarzone dom w Poznaniu.